Menu

co by tu zjeść, mości państwo?

zapis łakomej jaźni

Przedjesienne bolączki

zjedzonejagody

Dzień dobry Robaczki!

Jak się macie? Czy tęskniliście za mną choć trochę? Ja za Wami bardzo. Zanim przejdziemy do najmilszych mi kwestii, czyli spraw rozwojowo-żywieniowych, chciałabym się przed Wami usprawiedliwić, a także zwierzyć. Czymże byłby prawdziwy blog bez paru refleksji o życiu? Otóż, moi Drodzy, wyobraźcie sobie, że dopadła mnie (przedwczesna) jesienna melancholia. Wraz ze spadkiem temperatur zaczęłam odnotowywać wyraźny spadek dobrego samopoczucia, by wreszcie upaść pod naporem deszczowych dni. Co najgorsze moja chandra nie miała podłoża egzystencjalnego, nie dobiły mnie myśli o przemijaniu. Głęboki smutek dopadł mnie przy zakładaniu rajstop. Problem z tą czynnością polega na tym, że jest bezdennie głupia i na dodatek zazwyczaj jest usłana licznymi cierpieniami. Wśród tysiąca par rajstop prawie wszystkie mają utajone oczka, które zlokalizowane są w okolicy łydek. Najstraszniejszy jest jednak moment, kiedy rajstopy, które jeszcze niedawno sięgały do pach, z jakichś tajemniczych powodów zatrzymują się na poziomie kolan i nie da się ich ani centymetra więcej naciągnąć. Wtedy oprócz nerwowego sprawdzania w Google’ach frazy „jak bardzo rajstopy mogą się skurczyć w praniu”, a także mierzenia się z odpowiedzią „nie bardzo” pozostają szczere łzy rozpaczy.

I cóż zrobić z tak prozaicznym bólem istnienia? Najlepiej coś ugotować. A konkretniej upiec! Każdy sezon jesienny zasługuje na inaugurację, która również jest symbolicznym przejściem z fazy zachwytu świeżością w etap upajającego zapachu przypraw korzennych. Szlachetna sztuka produkcji wypieków jest dla mnie alchemią, podejmowane próby stworzenia kunsztownych wypieków spełzają na niczym, jest jednak jeden przepis, który zawsze się udaje, co więcej daje możliwość stworzenia nieskończonych wariacji. Mam tu na myśli owoce pod kruszonką, spróbujcie tego przepisu koniecznie!

Co będzie potrzebne? Przepis bazowy to tylko parę składników:

  • mąka (może być razowa)
  • cukier, najlepiej trzcinowy albo taki grubiej mielony, wtedy kruszonka jest mile chrupka
  • masło lub tłuszcz roślinny (druga opcja pozwala weganom na delektowanie się deserem)
  • cynamon
  • i najważniejsze: jabłka. W tym miejscu chciałabym zamieścić gorący apel: nie dyskryminujcie brzydkich jabłuszek. Te o nieregularnych kształtach, nieco pokraczne i blade (np. antonówki) są najsmaczniejsze, wonne i urzekające w swej strukturze. Z kolei wymodelowane czerwone twory bywają bezsmakowe i niewdzięczne.
  • blaszka do pieczenia, nie za głęboka

Jeżeli złości Was brak konkretnych proporcji, to wierzcie mi na słowo, robię to dla Waszego dobra. Po prostu wszystko zależy od wielkości formy, owoce pod kruszonką to najdoskonalszy przepis, który mieści się w regule „na oko”.

Jabłek kupcie tyle, żeby pokryły dno blaszki (w niezbyt grubej warstwie), mąki najlepiej mieć pod ręką kilogram (na pewno tyle nie zużyjecie, ale po prostu lepiej mieć mąkę, niż jej nie mieć), to samo tyczy się cukru, tłuszczu najlepiej mieć 200 gram. A cynamon to już kwestia Waszych upodobań.

Cóż dalej począć? Rozgrzać piekarnik, umyć jabłka, a następnie obrać ze skórki. Ktoś z Was może teraz zastanowić się, po co myć przed obraniem? Otóż po to, by móc potem każdą obierkę skonsumować, po co coś wyrzucać, skoro można to zjeść? Następnie jabłka pozbawiacie gniazd nasiennych, kroicie i niechlujną kostkę i wrzucacie na blaszkę (wysmarowaną uprzednio masłem). Potem do miski wsypujecie szklankę mąki, 2/3 szklanki cukru, 2/3 kostki masła i rozpoczynacie żmudne rozdrabnianie, wszystkie składniki muszą się połączyć i uzyskać konsystencję wilgotnej ziemi. Jeżeli wszystko jest zbyt suche dodajcie tłuszczu, jeśli zbyt lepkie – trochę mąki, trochę cukru. Na koniec dodajecie cynamon, wszystko wysypcie na jabłka (w miarę równą warstwą), wstawiacie do piekarnika (200 stopni, najlepiej z  termoobiegiem) i pieczecie aż się kruszonka się przyrumieni, a jabłka będą miękkie. Najlepiej podawać gorące z lodami albo z bitą śmietaną lub z lodami i bitą śmietaną, jeśli macie w sobie taką brawurę.

I ostatnia uwaga: ten przepis może podlegać niekończącym się zmianom. Do jabłek można dodać inne owoce (lub zastąpić jabłka np. śliwkami), do kruszonki można dodać uprażone orzechy, płatki migdałów, otartą skórkę z cytryny, odrobinę chili (to naprawdę dobrze robi). Szalejcie, nie krępujcie się, najprawdopodobniej życie jest tylko jedno i nie warto trzymać się sztywno przepisów.

Do dzieła!

A następna opowieść będzie traktatem o dyni, jako przedmiocie pożądania.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Twoja E] *.centertel.pl

    Rabarbar!!

© co by tu zjeść, mości państwo?
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci